Spotkanie z Marian

„Jestem straszliwym kochankiem. Właśnie dałem kobiecie środek zapobiegający szczytowaniu”
– Scott Roeben

            Terapia to w rzeczy samej bardzo dziwny pomysł; Pomysły, na jakie wciąż wpadają terapeuci nie przestają mnie zadziwiać – również gotowość klientów, by podążać za nimi, zdumiewa mnie jeszcze bardziej. Świecowanie uszu metodą Indian Hopi to interesująca rozrywka, szczególnie dla współczesnych dewotek, które zawsze fascynuje mistyczny obraz Indian Hopi wykonujących prastare rytuały uzdrawiania poprzez wkładanie sobie nawzajem do uszu zapalonych świeczek. Jednakże na koniec dnia, bez względu na to jak wysoko się wzniesiesz w swym mistycznym uniesieniu, warto usunąć te świeczki, zanim poczujesz swąd palonych włosów. Moja matka co prawda nigdy wprost nie zakazywała mi wtykania palących się przedmiotów do uszu, jednakże skądś wyczuwam, że gdyby mnie na tym przyłapała, z pewnością dostałbym lanie.

            Głębokie płukanie jelita grubego[1] jest równie popularne. W pewnym centrum medycyny alternatywnej, w którym kiedyś pracowałem, była dwutygodniowa  lista oczekujących na zabieg z użyciem irygatora. Powiedziano mi również, że była to bardzo dochodowa usługa. Niewielkim kosztem (wiadro, sikawka, garnek, pompka, rolka papieru higienicznego) można płukać okrężnice i uwalniać je ze wszystkich tych wstrętnych toksyn. Prosty zabieg  za zacne 65 funtów brytyjskich[2]. Jedna sesja trwa średnio niecałe 20 minut, co przy wypełnionym kalendarzu daje  jakieś 195 funtów za godzinę – więcej niż bierze większość prawników, wykonujących mniej więcej podobną pracę.

            Na krótko przed tym, nim opuściłem to Centrum, irygator zaliczył swój absolutny szczyt: podwojono stawkę oferując „zabieg dla dwojga”.  Reklama brzmiała: „Ten łagodny program detoksyfikacji oczyści twój organizm z niepotrzebnie nagromadzonych toksyn i jest szczególnie polecany parom, poszukującym sposobów na tworzenie pełnego poczucia intymności.” Przez chwilę o tym myślałem, po czym szybko wziąłem się za usuwanie tych wszystkich obrazów z mojej głowy. Cztery tygodnie później, biznes szedł tak dobrze, że zaproponowano mi „przeszkolenie”, bym również mógł wykonywać takie zabiegi. Podekscytowany właściciel oświadczył, że „w przyszłym tygodniu zaczniemy oferować go biseksualistom!” Odłożyłem słuchawkę, żałując, że tak wiele czasu poświeciłem rozwijaniu swych umiejętności wizualizacji. Niektóre rzeczy lepiej niech sobie wyobrażają inni, nie ja.

Photo by Jacob Postuma on Unsplash           I właśnie wtedy pojawiła się Marian, piękna blondyna, „seksualna terapeutka” z Danii. Właśnie tak się przedstawiła, gdy zaczęliśmy pogawędkę w przerwie konferencji. Z dyplomem psychologa i seksuologa, certyfikatem Master Praktyka NLP, mistrzowskim stopniem wtajemniczenia Reiki i uprawnieniami doradcy, Marian zdecydowała się zrobić mały zwrot ku tradycyjnemu –  „bezpośredniemu” podejściu – i po prostu bzykała się z klientami, by ich nauczyć, jak to robić – tak po szwedzku (cokolwiek to znaczy).

            „Widzisz, wszystko to kwestia techniki, nie słów,”  powiedziała do mnie dobitnie. „Jeśli nie rozbierzesz się razem z tymi ludźmi, nigdy nie dowiesz się, co tak naprawdę między nimi się dzieje.” Jeśli gość miał problem z przedwczesnym wytryskiem, będąc z nim w pościeli uczyła go, jak to robić inaczej. Jeśli problem był pomiędzy dwojgiem, wchodziła dosłownie pomiędzy nich i osobiście stawiała czoła problemowi. W momencie gdy zaczęła mi wyjaśniać, co zrobiła z klientką, która narzekała na waginizm („Bolesne i zazwyczaj długotrwałe skurcze przedsionka pochwy będące mimowolną reakcją na dotykanie sromu lub pochwy.”), poczułem się trochę niepewnie.

            Przypomniała mi się rozmowa sprzed wielu lat. Moja przyjaciółka, która była lekarką – specjalistką chorób układu moczowo-płciowego, została poproszona o poradę w sprawie podwójnego problemu pewnego małżeństwa: 1. Kłopotów z poczęciem potomstwa i 2. Uporczywego waginizmu.

               „Wiedziałam dobrze, w czym problem, jak tylko ich zobaczyłam,” powiedziała do mnie, „bo miewam takie przypadki co najmniej raz do roku.” Wyjaśniając o co chodzi, rzekła: „Powiedzmy, że masz do czynienia z najbardziej rozgarniętymi dzieciakami w okolicy, i że od dzieciństwa trwają one w  pewnym błędnym mniemaniu. Jeśli jesteś dzieckiem, to co wiesz o tym, skąd się biorą dzieci?” zapytała.

          – „Z brzuszka mamusi?”  zaryzykowałem.

          – „Właśnie. A jak się one wydostają z brzuszka mamusi?” kontynuowała.

          – „No, hmm, … przez pępek?”

          – „No właśnie! Mówię ci, to wywołuje spory szok, kiedy im mówię którędy, zamiast tego, powinni ‘to robić’” rzekła.

            Zapytałem, czy kiedykolwiek widziała kogoś, kto miał problemy wynikające z wtargnięcia w „niewłaściwą dziurę” (tj. od tyłu), lecz upewniłem się, że bardzo rzadko, jako że bardzo nieliczne dzieci dorastają w błędnym przekonaniu, że dzieci wychodzą tamtędy.

            Ale wróćmy do Marian. „Naprawdę pozwalają ci to robić?” zapytałem z niedowierzaniem, jakbym otwierał okno. „Tak, oczywiście że tak. To za to mi płacą,” odrzekła bardzo rzeczowym tonem.

            Zatem zgaduję, że dla każdego typu terapeuty znajdą się klienci, bez względu na to, jaki rodzaj pomocy oferuje.  Marion bierze 600 funtów brytyjskich za sesję, od osoby. Zapytałem, czy to oferta typu „all-inclusive” , czy też ma jakiś wachlarz usług specjalnych za dopłatą, no wiesz, ręczna robota + 25£,  robienie loda + 90£? Wkurzyła się, oburzona moją oczywistą i jakże rażącą ignorancją. „Myślisz, że jestem zwykłą prostytutką?” zaprotestowała, wyraźnie coraz bardziej rozgniewana. Po czym dodała – zupełnie jak sądzę niepotrzebnie – „Ty zapewne sądzisz, że wszystko powyżej dwóch minut dziubdziania czyni z ciebie seksualnego atletę? Od ciebie wzięłabym podwójną stawkę!” Wyczuwając zagrożenie, grzecznie przeprosiłem i szybko się wycofałem.

            Przyszło mi do głowy, że wysokie honorarium pomaga zabezpieczyć się przed pewną klasą problemów, które mogłyby się tak łatwo pojawić. Wyobraź sobie tylko Przedwczesnego Piotra mówiącego swojej żonie: „Tak, kochanie, to rzeczywiście pomaga, oczywiście,… ale jeszcze nie jestem całkiem gotów. Zamówmy jeszcze jedną wizytę Marian, może wpadnie raz jeszcze i powtórzymy ‘terapię’.” (Ponaglające trącenie łokciem.)


opowiadanie pochodzi z książki:
Andrew T. Austin „Maszyna tęcz”, Metamorfoza 2010
Przekład: Dorota Hoffmann
Zamów: tutaj!

[1] Hydrokolonoterapia (Przyp. Tłum)
[2] Około 300 PLN wg kursu walut w grudniu 2009 (Przyp. Tłum).

Follow by Email
Facebook
Google+
http://www.prowo.pl/spotkanie-z-marian">
Twitter
LinkedIn