Nie każdy coach jest prostytutką, menedżerze nie zawsze jesteś konserwą – tekst propagadnowy

Twój rozwój zawodowy cierpi z powodu pop-psychologii i wątpliwej jakości spuścizny terapeutycznej.

Czy jesteś menedżerem, czy coachem na pewno zetknąłeś się z ideą, że coaching bazuje na relacji i z mnóstwem haseł z tym związanych: otwartość, partnerstwo, autentyczność, zaufanie, dobry kontakt … bla bla bla.. i to ma służyć, temu, żeby coach TOWARZYSZYŁ menedżerowi w kierunku rozwoju skuteczności i efektywności zawodowej tegoż. A jeszcze menedżer ma SAM do tego dojść – wg większości szkół coaching jest niedyrektywny.

HA! Ktoś ci zadaje pytania, podsumowuje twoje wypowiedzi – i wcale ale to wcale nie kieruje to twoim zachowaniem, nie ma na nie WPŁYWU, to tylko lustro niewinne..

Bla bla bla Pop-psychologiczny BEŁKOT stawiający menedżerów na pozycji konserw, a coachów na pozycji sprzedawców dobrych wrażeń. Można powiedzieć, że ideowo Menedżer czy raczej firma, nie płaci za SKUTECZNOŚĆ – płaci za to by w relacji było mu dobrze i intymnie. Nic dziwnego, że zdecydowanie taniej wychodzi skorzystanie z innej formy rozładowania napięcia a do teorii pt coaching niektórzy podchodzą delikatnie mówiąc ostrożnie.

A kryje się za tym kilka mitów, operujących na magicznym, życzeniowym sposobie myślenia:

Mit dojrzałości psychologicznej – jakoby problemy brały się z niedojrzałości, niespójności klienta, a magiczna dojrzałość powodowała odnoszenie sukcesów(czymkolwiek by były) i tworzenie z niedojrzałego siusiumajtka superczłowieka. Środowisko rozwojowe, około psychologiczne ma tendencje do dzielenia ludzi: dojrzali, nie dojrzali. Rozwijający się, nierozwinięci. Jeśli klient zacznie się rozwijać wg mitu rozwojowego coacha, to nagle magicznym sposobem zacznie zachowywać się inaczej i świat stanie przed nim otworem…bla bla bla.
Budzi to słuszną nieufność menedżerów, szefów, może nawet twoją. W każdym razie trzeźwo i realistycznie myślących osób. Po pierwsze, po jakiego grzyba zatrudniać kogoś, kto ma cię traktować jak dziecko? Po drugie, skoro coach ma wykazywać niedojrzałość, a dojrzałość powoduje odnoszenie sukcesu.. to co coach robi jako coach, sprzedając psychopapkę zamiast wygrzewać się na Majorce i imprezować w kasynach w Maroku?
Dodatkowo od samego startu, buduje to strukturę „ukrytej walki” w której klient ma występować jako osoba niższa statusem(ONA MA SIĘ ZMIENIĆ!), podczas gdy formalnie status społeczny, w grupie ma najczęściej wyższy niż coach. W tym układzie postępy w coachingu jednocześnie uczą klienta PRZEGRANEJ w relacjach. W dość silnej relacji(gdy coaching tyczy się istotnych dla klienta spraw) Daje się sprowadzić ze swojego trybu myślenia, działania w obszar korzystny dla coacha, przez niego preferowany: W jaki sposób to ma realnie pomóc obronić swoje stanowisko w sieci nieraz bardzo sprzecznych interesów zawodowych??

Hej Coachu! W jaki sposób menedżerowi w konflikcie ma otwartość ma pomóc w chronieniu własnej d..i pracy?? Ta pani menedżer rwana przez szefa ma na utrzymaniu dom i trójkę dzieci, jak asertywność pomoże jej je wykarmić?

Mit poprawności komunikacyjnej – jakoby istniał jakiś absolutnie dobry sposób wyrażania się, zachowywania zapewniający rozwiązanie konfliktów i sielankowe życie. Coachowie przebywając w środowisku „rozwijających się” najczęściej dotknięci są tą zarazą sami a w obrębie coachingu przekazują ją dalej. Jeśli będziesz asertywny, komunikował się otwarcie, przestrzegał reguł „Komunikacji bez przemocy” NVC, ABC, NLP, DFG to będziesz lepiej rozumiał ludzi, i będą chętniejsi do współpracy i bla bla bla. Ten mit marginalizuje odmienne od coachowskiego sposoby komunikowania się i zachowywania. W rezultacie klient pozbawiany jest systematycznie ZASOBÓW tam gdzie powinien je zyskiwać. Tak. Style zachowania klienta nawet najbardziej toksyczne wg coacha to jego zasoby i umiejętności. Jeśli w procesie coachigu są one niwelowane nawet w jednym kontekście, to klient traci swoją wewnętrzną stabilność, integralność. Ten psychologiczny proces „rozmrażania” wcale taki korzystny dla efektywności życiowej nie jest. Ignorancja jest błogosławieństwem, jak mówi jeden z moich ulubionych prowokatorów Dr. House. Zwłaszcza gdy wiele z „problemów” klienta wiąże się z czynnikami zewnętrznymi: konfliktem z szefem i zarządem, sprzecznością interesów pomiędzy działami, ludzką złośliwością, intrygami firmowymi etc. W takiej sytuacji, a takie jest życie, że klienci nie znajdują się w sterylnym, cudownym landrynkowym środowisku ten tryb postępowania raczej przynosi szkody niż korzyści. Oczywiście, coach w tym morzu sprzecznych interesów wydać się oazą spokoju, bezpieczną przystanią delikatności, szczerości i prawdy.. tylko, że z tego korzyści czerpie COACH a nie klient.

Hej Coachu! W jaki sposób bycie grzecznym i poprawnym politycznie pomaga poradzić sobie z próbą wyłudzenia i szantażu? W jaki sposób ta komunikacja uchroni przed ucieczką pracownika na L4 gdy będzie potrzeba zwalniać ludzi?

Mit sukcesu i efektywności – będący swoistą odmianą myślenia życzeniowego o raju utraconym, jak gdyby z każdym problemem można było sobie poradzić, wszystko zorganizować, racjonalnie ustalić rozwiązania etc. Czyli istniałby jedynie słuszny sposób na życie, najlepiej bezproblemowe i landrynkowe. Operowanie tym mitem sukcesu w reklamach coachingu, a przede wszystkim w mentalności skutkuje budowaniem „religii coachingu” czy „religii rozwoju”, coachingu dla coachingu, rozwijania się dla rozwijania, treningu dla treningu.. w istocie popycha się klienta do myślenia życzeniowego dokładnie w formie jaką prezentuje coach. W takim układzie, nawet jeśli czasowo z pomocą coacha lub pomimo jego obecności udaje się jakiś problem rozwiązać, długoterminowo buduje to rampę w dół, równie pochyłą do grzmotnięcia o ziemię. Z prozaicznej przyczyny, ani motywacja i inne stany, ani myślenie,odczuwanie ani zachowanie nie są linearne. Nie podlegają ani czarno białej strategii myślenia, ani linearnemu rozwojowi pt. przekroczysz magiczną linię sesji coachingowej czy odpowiednią liczbę ich odbędziesz TO osiągniesz sukces.

Hej coachu! Ten sfrustrowany człowiek siejący defetyzmem i mający ALE do wszystkiego negocjuje podpisuje kontrakty z karami umownymi większymi niż twoje roczne czy dziesięcioletnie zarobki! W jaki sposób wiara w coaching czy spójność przekonań u klienta uchroni firmę przed bankructwem?

Mit wglądu i zrozumienia -jakoby gdy klient zrozumie swoje motywy postępowania, czy ustanowi jakiś specjalny sposób myślenia to pomoże mu to zmienić zachowania. Tymczasem nawet jeśli klient z coachem ćwiczy scenki, odgrywa role – dzieje się to w warunkach sterylnych, szkoleniowych. Zmiana zachowań wymaga zmiany zachowań.
To paradoks, ale większość procesów na tym paradoksie bazuje. Zamiast dążyć do efektywności tejże zmiany, znajdując czynniki przerzucające winę i odpowiedzialność na klienta: „nie dojrzał do tego” „przeszkodziły mu jego przekonania” „musi wyćwiczyć potrzebne umiejętności”. Owszem, klient jest odpowiedzialny za zmianę, ale coach za interakcję która ma do tej zmiany doprowadzić. Tymczasem w obrębie coachingu ukrytym założeniem jest „Jeśli mu się nie udaje, no to musi się zmienić, coś z nim jest nie tak”. W rezultacie powstaje samonapędzający się proces w którym, klient uczony jest poszukiwania „co z nim jest nie tak”.

Hej coachu! Ten człowiek co paranoiczne teorie wygłasza ma w swoim biurze podsłuch, co z nim jest nie tak, co musi w sobie zrozumieć, co ma w sobie zmienić?

W tym oceanie mitologicznego absurdu służącego COACHOM, A NIE KLIENTOM coaching prowokatywny jawi się niczym perła. Tak, to tekst propagandowy! Bo jest co propagować, z samych założeń:

1. Prowokuje się reakcje, bezpośrednio tu i teraz w stresujących warunkach obecności ześwirowanego coacha stawiającego wyzwania i będącego wyzwaniem, klient jest prowokowany do wykazywania się asertywnością, racjonalnością, czujnością, zdolnością ryzykowania, bycia interesującym i CHRONIENIA siebie, swojej intymności. Znakomite remedium na mit wglądu i zrozumienia: albo są reakcje albo ich nie ma. Albo klient się śmieje i przekomarza z coachem, albo nie. Zachodzi zmiana bezpośrednio, albo jest przybliżana, bo nawet jeśli ich klient chwilowo nie potrafi zaprezentować, to w obrębie zachowań coacha te reakcje są mu przybliżane, nieustannie modelowane. Od samego początku klient jest konfrontowany z nierealnością wyjaśnień, tłumaczenia i ukierunkowywany na działanie..lub śmiech i odmienną perspektywę gdy nie ma nic do zrobienia. Abo klient zastrzeli coacha, albo się dowie, że potrafi śmiać się i wytrzymać więcej niż się zdawało. W każdym razem coach prowokatywny nie prostytuuje się sprzedając dobre samopoczucie klientowi za jego intymne przeżycia, za chwilę przebywania w jego łasce i kasie. Kasa może być, ale klient musi się umieć ochronić, zadbać o siebie i swoje interesy, a nie otwierać i dzielić przeżyciami z byle łepkiem po kilkudziesięciu no może kilkuset godzinach treningu w psychopapce czy w wersji ambitniejszej magistrem doktorem psychol..em z dużą ilością wywnętrzania się za sobą;)

2. Coaching prowokatywny przerysowuje, wyolbrzymia. Coach tragizuje sytuację klienta, świata lub wyolbrzymia jego zalety, możliwości jednocześnie je normalizując. Gra rolę adwokata diabła bezpośrednio uniemożliwiając ani myślenie życzeniowe, ani wpadanie w bezsilność, a raczej zmuszając do poradzenia sobie z takimi komunikatami bezpośrednio na zewnątrz. Skłaniając do generowania własnych zmian, obrony własnego stanowiska i racjonalności, trzeźwości oceny sytuacji i różnych idei. To jest remedium na mit „sukcesu i efektywności”, klient cały czas zmuszany jest do segregowania efektywności rozwiązań, obrony własnego zdania, radzenia sobie ze stresem, wyzwaniami, absurdem. W każdym razie coach prowokatywny nie prostytuuje się sprzedając swoją wizję świata klientowi za odrobinę nadziei i złudzeń. Nadzieja i złudzenia są super, jeśli klient dzięki temu lepiej sobie radzi z życiowymi wyzwaniami.

3. Sprzeczność komunikatów, komunikacja paradoksalna. Coaching prowokatywny posługuje się różnorodnością komunikatów, najczęściej równolegle przekazując sprzeczne informacje: Werbalnie „ja cię atakuję”, niewerbalnie „ja cie lubię” lub robiąc to sekwencyjnie(coach przeczy często sam sobie, zmienia fronty). Raz posługując się językiem rynsztoka, raz głosem moralizatorskim, raz hipnotyzując klienta, po to żeby zaraz narzekać i frustrować. W takich warunkach bezpośrednio klient uczony jest reagowania na naturalne sprzeczne komunikaty ze środowiska.Cały ten proces komunikuje:

Nie musimy się rozumieć, żeby czuć się dobrze razem. Nie musimy być kochankami, żeby ze sobą pracować. Nie musimy mieć tego samego zdania i myśleć tego samego, by wypracować rozwiązania.

W każdym razie coach prowokatywny nie prostytuuje się sprzedając własny język klientowi, jeśli już to klient ma zadowolić coacha!!!! Nie kryjemy się z tym, że to idealna metoda dla coachów:)))

4. Coach jest bardziej ześwirowany niż klient. Jest w ogóle BARDZIEJ. Bezpośrednio obala mit dojrzałości psychologicznej, jednocześnie ucząc dojrzałości społecznej i wymagając od klienta adekwatności reagowania na absurdy z którymi się styka. Hej! Okrężne drogi są często najkrótszymi. Manowce prowadzą do rozwiązań. Szalone postępowanie do szybkich zmian.

W każdym razie coach prowokatywny nie prostytuuje się jako szalona kapłanka
religii coachingu oddając ciało, umysł, duszę za potwierdzenie własnego światopoglądu i wiary w coaching. To klient ma wzmacniać swój światopogląd, umieć go obronić, wyrazić, przebić się z nim. I zrobić to zarówno TU i TERAZ w czasie sesji, podczas negocjacji gdy ktoś kopie w jądra, oszukuje na reszcie i usiłuje zrobić wodę z mózgu nieczystymi zagrywkami.

Ostatecznie jedna jest prawda w coachingu: Jesteś lewy, albo idziesz w prowo.pl

 

Piotr Jaczewski