Dzisiaj pierwsza rocznica odejścia Czarodzieja z Wisconsin

Dziś mija rok, od kiedy odszedł Frank Farrelly, Czarodziej z Wisconsin.

Frank Farrelly + 2013Jestem ogromnie wdzięczny, że mogłem Go spotkać, spędzić z Nim tyle czasu i gościć Go w Polsce na warsztatach, na których działy się „cuda”. Piszę „cuda” w cudzysłowiu, bo nie były to cuda w sensie religijnym. Były to „cuda” w sensie ludzkim. Wiele osób dzięki spotkaniu z Frankiem radykalnie odmieniło swoje życie, jeszcze więcej doświadczyło Jego niezwykłej obecności. Przekomarzał się z nami, żartował, zawsze mając do nas wielką miłość. Kto Go spotkał, doświadczył jej ponad wszelką wątpliwość.

Kontrowersje wokół Terapii Prowokatywnej wynikają przede wszystkim z braku bezpośredniego doświadczenia jej przez tych, którzy te kontrowersje wywołują. Ale to może i dobrze. Dzięki tej „kontrowersyjności” więcej osób ma okazję dowiedzieć się o tej metodzie, sprawdzić przez własne doświadczenie, o co tutaj chodzi naprawdę.

A najważniejsze w Terapii Prowokatywnej, i pochodzącym od niej Coachingu Prowokatywnym, jest otwarte serce terapeuty/coacha, niezachwiana wiara w moc sprawczą Klienta, doskonały kontakt pomiędzy obojgiem i życzliwe „ciągnięcie osła za ogon” – Frank pokazywał to dobitnie za każdym razem, gdy był w Polsce.

Dzięki tym, którzy zapraszali Franka do Europy,  spędzali z nim czas także poza warsztatami, dyskutowali, droczyli się z Nim i przyjaźnili, możemy dzisiaj uczyć się tej metody w usystematyzowany sposób, przede wszystkim na warsztatach Coach-Prowokator w Polsce, Provokativer Stil – ProSt® w Niemczech u Noni Höfner czy na treningach „Provokatief Coachen” prowadzonych w Holandii przez Jaapa Hollandera, czy też na warsztatach Briana Kaplana, przyjaciela Franka Farrelly’ego i wspaniałego kontynuatora tego podejścia.

Najważniejsze to BYĆ: być tu i teraz, na żywo, z prawdziwymi ludźmi i prawdziwymi sprawami. Nie da się tego nauczyć z książek, nagrań audio czy nawet video. Trzeba tego doświadczyć, trzeba tego próbować pod okiem trenera, który dobrze wie, o co chodzi, i umie wskazać, co i jak poprawić i co i jak robisz świetnie.

Frank był człowiekiem wielkiego serca. WIELKIEGO SERCA!!! Jeszcze większego, niż możemy sobie wyobrazić. Było to jasne dla każdego, kto spotkał się z nim osobiście. Po prostu dobrze było być w Jego pobliżu. Ciekawe, że to częste wśród trenerów, których zapraszam na Warsztaty Mistrzów.

Franka poznałem dziesięć lat temu. Wiosną 2004 roku przyjaciel przysłał mi informację o warsztacie Franka w Niemczech, a stąd był już krok do bezpośredniego kontaktu. Napisałem do Franka mail: „Droga pani Smith…” Pisałem wtedy równocześnie dwa maile: do Franka i do Suzi Smith, która była w Polsce rok później. Dwa niemal identyczne maile: jestem ten a ten, robię to i to i pytanie mam, czy pan/pani (po angielsku to jest „you”) jest zainteresowany/a przylotem do Polski… W sumie wyszły oba całkiem identyczne. Taki falstart na dobry początek…

Frank rozegrał to bardzo życzliwie, a potem bardzo się polubiliśmy. Ja pisałem do Franka maila, a on oddzwaniał przez ocean. Wreszcie przyleciał do Warszawy. Przyleciał z żoną, June, o której wspomina także w swojej książce. Czekaliśmy na lotnisku (Ewa, Marek, Tomek-tłumacz Franka książki i ja). Czułem się tak, jakbym czekał na Zygmunta Freuda i Carla Gustava Junga razem wziętych. Albo Alberta Einsteina. Nic dziwnego, że byłem wypłoszony, kiedy Frank mnie wreszcie zobaczył na żywo. Przezwał mnie natychmiast „Fearless” – Nieustraszony. I tak zostało. Będę z dumą opowiadał o tym wnukom, gdy będą pytały „Dziadku, naprawdę znałeś osobiście Franka Farrellego?”.

Franka odejście dociera do mnie powoli. Dociera też do mnie odpowiedzialność za poziom szkoleń prowokatywnych w Polsce, za to, jak bardzo jest w nich obecny duch, jakiego tchnął w tę metodę Frank, za to, z jaką starannością i kreatywnością uczymy się tej metody i rozwijamy ją. Piszę „uczymy się”, bo to nie tylko ja jej uczę, ale także każdy uczestnik warsztatu uczy się sam, korzystając z ćwiczeń, nagrań dyskusji, a i ja z każdego warsztatu wynoszę coś jeszcze dla siebie dzięki kreatywności, ciekawości i entuzjazmowi uczestników.

Ciekawe też, że zaraz po tym, jak odszedł Frank, odwołano Papieża Benedykta. Nowy wybrał imię Franciszek…

Zapraszam serdecznie wszystkich na poświęconą Frankowi stronę www.frankfarrelly.pl – napisz swoje wspomnienie, przeczytaj wspomnienia innych…

Follow by Email
Facebook
Twitter
LinkedIn